Eyrciyes Dagi

Hello Mister czyli nasza pierwsza podróż poślubna

Co prawda wyprawę tę można opisać w kilku krótkich słowach: "Było gorąco i chciało się pić", ale postawiłem sobie ambitny cel rozwinięcia tego w tak zwany pamiętnik zawierający coś w rodzaju treści. Piątek Z przelotu do Antalyi pamiętam tylko… nie, tego też nie pamiętam. Przelot jak przelot, żadnych terrorystów, nikt nie wymiotował, nikt nie krzyczał, a pilot latał nisko i powoli, jak mamusia kazała. Nuda, dłużyzna, niedobra kawa. Wylądowaliśmy, kupiliśmy bardzo nieładne fioletowo - różowe tureckie wizy po 10 euro sztuka, uśmiechnęliśmy się do pana pieczętującego paszporty i zakimaliśmy na lotnisku, bo co będziemy jeździć gdzieś, co to my, turyści jacyś jesteśmy, czy coś? Pewnie że nie, jedziemy w podróż poślubną...


Turcja Araratu zdobycie

Do Dogubayazit przybyliśmy, Agnieszka i ja, wieczorem. Ararat, czyli po turecku Agri Dagi (wymawiane jak Ari Dagi), wyglądał niesamowicie - kolos, Kilimandżaro górujące nad Wyżyną Armeńską 5165 m n. p. m. Zaprawdę góra godna wzmianki w Biblii...