podróż poślubna
Hello Mister czyli nasza pierwsza podróż poślubna
Co prawda wyprawę tę można opisać w kilku krótkich słowach: "Było gorąco i chciało się pić", ale postawiłem sobie ambitny cel rozwinięcia tego w tak zwany pamiętnik zawierający coś w rodzaju treści. Piątek Z przelotu do Antalyi pamiętam tylko… nie, tego też nie pamiętam. Przelot jak przelot, żadnych terrorystów, nikt nie wymiotował, nikt nie krzyczał, a pilot latał nisko i powoli, jak mamusia kazała. Nuda, dłużyzna, niedobra kawa. Wylądowaliśmy, kupiliśmy bardzo nieładne fioletowo - różowe tureckie wizy po 10 euro sztuka, uśmiechnęliśmy się do pana pieczętującego paszporty i zakimaliśmy na lotnisku, bo co będziemy jeździć gdzieś, co to my, turyści jacyś jesteśmy, czy coś? Pewnie że nie, jedziemy w podróż poślubną...
Irlandia nie kojarzy się z górami. Z zielonymi, poprzecinanymi kamiennymi murkami wzgórzami owszem, ale z górami nie. Czy ktoś słyszał, żeby jechać w góry do Irlandii? Ja nie słyszałem. Ja pojechałem. Gwoli sprawiedliwości - nie tylko w góry...
Moje Maroko to pomarańczowy kolor budynków, ziemi, skał i (nomen omen) - pomarańczy, hałas na ulicach i placach targowych i zapach kminu, w Polsce zwanego rzymskim. To najpopularniejsza przyprawa tego regionu, zawierająca w swojej korzennej woni wszystko to, co możemy nazwać egzotyką. Kuchnia to pierwszy powód do odwiedzin pomarańczowego kraju pachnącego kminem. Kus - Kus i tajine, czyli dwa filary tutejszej gastronomii to tylko wierzchołek góry pełnej łakoci - swoją drogą te potrawy wyglądają jak góry. Góra ugotowanej na parze pszennej kaszy, przesiąkniętej zapachem warzyw i jeden kawałek mięsa na szczycie - nagroda dla najbardziej wytrwałego zjadacza regionalnych potraw...